wtorek, 19 lutego 2013

Maroko pełne niespodzianek (cz.11) Święte miasto Mulaj Idris

Mulaj Idris - święte miasto muzułmanów założone w VIII w., malowniczo położone na wzgórzach Gór Rif. Nazwa miasta pochodzi od imienia prawnuka Proroka, Mulaja Idrisa, wnuka Fatimy – ulubionej córki Mahometa.
Mulaj Idris to najświętsze sanktuarium w Maroku, miejsce pochówku Mulaja Idrisa - pierwszego króla Maroka, założyciela dynastii Idrysydów i prawnuka Mahometa. Idris uciekł przed prześladowaniami kalifa Bagdadu na peryferia muzułmańskiego świata, gdzie nawrócił zamieszkałych tu Berberów na islam i został obwołany królem, czyli otrzymał tytuł "Mulaja". Jest on uznawany za twórcę państwa marokańskiego. Nie-muzułmanie nie mogą zwiedzać sanktuarium, ale i tak dokonał się pewien postęp: do roku 1917 za samo przekroczenie bram miejskich niewiernego czekała śmierć.
Muzułmanie, których nie stać na odwiedzenie Mekki, mogą odbyć pielgrzymkę do tego świętego miasta.
W sierpniu odbywa się tu coroczny festiwal religijny, który przyciąga tysiące pielgrzymów z całego kraju. 

święte miasto Mulaj Idris

Mulaj Idris (widok z Volubilis) - "śpiąca wielbłądzica"

Legenda głosi, że kiedy Mulaj Idrys przybył do tego miejsca i rozbił obóz, wydarzyło się nieszczęście. Podczas pierwszej nocy spędzonej wśród mieszkańców osady, jego ukochana biała wielbłądzica zginęła, zagryziona przez lamparta. Władca ogromnie rozpaczał po śmierci zwierzęcia, aż władczyni gór ulitowała się na rozżalonym człowiekiem.
Ukazała się Mulajowi pod postacią gazeli i powiedziała, że jeżeli zostanie tutaj wśród gór, to miejsce będzie świętym miejscem a ludzie będą kochać go i wspominać po wsze czasy. Miasto, które tutaj powstanie przybierze postać klęczącej wielbłądzicy. I tak się stało. Domki w miasteczku zostały tak wybudowane, iż do złudzenia przypominają  ukochane zwierzę Mulaja Idrysa.




niedziela, 17 lutego 2013

Z pudełka pełnego różności - bransoletki (2)

Weekend miałam dość pracowity. Grunt to dobra motywacja i powstały kolejne bransoletki. Tym razem zaskoczyłam samą siebie, bo wcześniej nie łączyłam kolorów w taki sposób. Powstały multikolorowe, wiosenno-letnie bransoletki. Jestem z siebie zadowolona, bo to oznacza, że mój mózg zaczął inaczej pracować:)) Przecież wiosna idzie!








Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądają :)

piątek, 15 lutego 2013

Z pudełka pełnego różności - bransoletki (1)

Mam taki duży plastikowy pojemnik... pełen różności. Dawno tam nie zaglądałam. Nie miałam ochoty na wymyślanie, co by tu zrobić z niezliczonych kamyków i koralików, które tam sobie leżą zapomniane.  Ale posłuchałam dobrej rady mojej koleżanki Agnieszki i postanowiłam "poruszyć energię", która tam leży uśpiona. I tak z naszyjnika, który nie znalazł nigdy właściciela, powstała bransoletka, po potem to już jakoś poszło... 
Zgodnie z drugą dobrą radą mojej koleżanki - nie oceniałam ich, nie krytykowałam, nie patrzyłam "krzywym okiem" - trzeba po prostu działać, tworzyć, pobudzać mózg do pracy. Wiosna idzie!







wtorek, 12 lutego 2013

Maroko pełne niespodzianek (cz.10) Essaouira, As-Sawira

Essaouira (As-Sawira, dawniej Mogador) to marokańskie miasto portowe nad Atlantykiem, założone przez Portugalczyków w połowie XV w. Inaczej zwane jest miastem wiatrów - ze względu na silnie wiejące tu wiatry, które przyciągają wielu fanów kitesurfingu i windsurfingu. Miesza się tu architektura portugalska, francuska i berberyjska. Pod koniec XVIII w. sułtan Mohammed III, kazał francuskiemu architektowi wziętemu do niewoli, zaprojektować miasto otwarte na morze. Dzięki temu chciał pobudzić handel z europejczykami. Tu słynny reżyser Orson Welles kręcił sceny do filmu "Otello" w 1952r .
Medina Essaouiry została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2001r. 
W ostatnim tygodniu czerwca odbywa się w As-Sawirze jeden z największych w Afryce festiwali muzycznych - Essaouira Gnaoua & Musiques du Monde - zwany marokańskim Woodstockiem.

 
 
 
 
 
pozamykane sklepiki w dniu Święta Barana
plac, na którym kiedyś handlowano niewolnikami
 
świąteczny dzień


poniedziałek, 11 lutego 2013

Cmentarne historie (cz.1) Augustów - Mikołaj Szczęsnowicz



Odkąd pamiętam lubiłam chodzić z rodzicami na cmentarz. Odczytywałam wtedy nazwiska i wiek zmarłych, a szczególnie jako dziecko cieszyłam się, gdy widziałam fotografię nagrobkową. Niestety nic już nie jest takie jak dawniej. Ludzie wymieniają pomniki na nowe wzory i kolory, podążając za jakąś niezrozumiałą dla mnie cmentarną modą. Likwidowane są stare groby, którymi już nie ma kto się opiekować... Cmentarz, pomimo, że jest stary, z upływem lat zmienia swój wygląd.
Kiedy około 5 lat temu zaczęłam fotografować przedwojenne nagrobki na augustowskim cmentarzu i umieszczać je na www.bagnowka.com, nie sądziłam, że dzięki moim zdjęciom ktoś odnajdzie miejsce pochówku swoich przodków czy uzupełni dane w swoim drzewie genealogicznym.

Jednym z nietypowych na augustowskim cmentarzu i interesujących nagrobków, jaki sfotografowałam, był nagrobek Mikołaja Szczęsnowicza.
  














"MIKOŁAJ SZCZĘSNOWICZ

MAJOR WOJSK ROSSYISKICH
URODZIŁ SIĘ D. 8 GRUDNIA 1808 R.
UMARŁ D. 21 WRZEŚNIA 1878 R.
ŻONA Z DZIEĆMI POŚWIĘCAJĄC
W PAMIĘĆ OJCU PROSZĄ
PRZECHODNIÓW O WESTCHNIENIE 
DO BOGA"

Jakiś czas temu napisał do mnie pan, który jest potomkiem Mikołaja Szczęsnowicza. Nigdy wcześniej nie widział grobu swego przodka, odnalazł go na stronie www.bagnowka.com. Z naszej korespondencji dowiedziałam się, że życie osoby pochowanej w tym miejscu nie było łatwe. Mikołaj Szczęsnowicz został zesłany z Wołynia do Archangielska po udziale w Powstaniu Listopadowym. Udział w powstaniu rozbił rodzinę Szczęsnowiczów - Mikołaj został zesłany, inni musieli wyjechać z rodzinnych stron, w większości przenieśli się w okolice Augustowa. Jego syn - Edward Szczęsnowicz - był niezwykle zasłużonym wojskowym  w służbie cara. Był twórcą między innymi carskich wojsk podwodnych. 
Ciekawy artykuł o Edwardzie Szczęsnowiczu, można przeczytać tutaj: http://www.konflikty.pl/

Informacje, które odnalazłam w internecie, mówią, że Edward Szczęsnowicz był synem polskiego szlachcica, podoficera armii Królestwa Polskiego Mikołaja Szczęsnowicza i starszej córki porucznika Niedziałkowskiego.
Ojciec Edwarda w wieku 18 lat zgłosił się do służby w wojsku polskim, do którego został przyjęty we wrześniu 1830 roku, już jako podoficer wziął udział w postaniu listopadowym. Po klęsce zesłany w 1833 roku do Archangielska, gdzie pracował jako rzemieślnik 4. klasy 8. roboczego ekipażu resortu morskiego. Spędził tam wraz z rodziną prawie 30 lat, katolik. W 1862 roku został przeniesiony do bazy morskiej Kronsztad koło Sankt Petersburga. 
(Zob. Polski Słownik Biograficzny, pod red. I. Homoli-Skąpskiej, (hasło: Szczęsnowicz Edward), Warszawa–Kraków 2011, T. 47., s. 422.; E. Szczęsnowicz, Pławanije)

W odszukanym przeze mnie akcie zgonu Mikołaja Szczęsnowicza widnieje zapis, iż był on synem Wojciecha i Rozalii z Chełmińskich. Być może, a wręcz jest to prawdopodobne, że Rozalia Chełmińska znajdzie swoje miejsce w moim drzewie genealogicznym. Czas pokaże jakich mam przodków...

niedziela, 3 lutego 2013

Maroko pełne niespodzianek (cz. 9) Korek

Kolejna rzecz, której nie spodziewałam się zobaczyć w Maroku to dąb korkowy. 
Dąb korkowy znany mi był z filmu Wojciecha Cejrowskiego:  

A takie dęby korkowe mogłam oglądać w Maroku, spacerować między nimi i zbierać żołędzie. 
las dębów korkowych
skład kory

dęby korkowe
moje marokańskie "pamiątki" 
kora dębu korkowego

piątek, 1 lutego 2013

Maroko pełne niespodzianek (cz. 8) Banany

Jadąc do Maroka nastawiłam się na spróbowanie marokańskich pomarańczy, które podobno są najlepsze na świecie. Ale zanim to nastąpiło miałam okazję posmakować "prawdziwych" bananów.  To dopiero była niespodzianka! 
Kiedyś oglądałam program Wojciecha Cejrowskiego "Boso przez świat - Bananera"- warto zobaczyć:

Po obejrzeniu jaką drogę pokonują banany z Ameryki Południowej do Europy, jak są przygotowywane do transportu za pomocą chemii itp., przez jakiś czas wogóle ich nie kupowałam... 

Zatrzymaliśmy się w opustoszałym, marokańskim miasteczku (Święto Barana  - dzień wolny od pracy), aby kupić wodę. Nieopodal  była plantacja bananów, a na pobliskim straganie piękne pomarańcze, no i... banany! Zdziwiłam się, kiedy chciałam urwać kilka sztuk z kiści, a one osypały się jak porzeczki. Takie były delikatne. Ileż to razy w supermarkecie "walczyłam", żeby oderwać trzy sztuki z kiści. Małe, marokańskie bananki miały bardzo intensywny zapach i wspaniały, słodki smak.
Nie zjadłam wszystkich na raz, a niestety po 2 dniach wożenia ich w reklamówce, musiałam je wyrzucić... Dlaczego? Zepsuły się, sfermentowały! Banan kupiony w Polsce po tygodniu zrobi się co najwyżej czarny  albo w kropki...
plantacja bananów
marokańskie pomarańcze

moje pierwsze "prawdziwe" banany


kwiat bananowca
kwiat bananowca