środa, 9 stycznia 2013
Maroko pełne niespodzianek (cz. 6) Nad brzegiem Atlantyku
Przez pierwsze dni trasa marokańskiej wycieczki wiodła nad brzegiem oceanu. Trudno uchwycić aparatem piękno Atantyku zza szyby autokaru. Co rusz zachwycałam się widokiem klifu, plaży, rozbijających się fal, pasących się owiec, dromaderów, osiołków czy dzieci grających w piłkę...
środa, 2 stycznia 2013
Maroko pełne niespodzianek (cz. 5) Nosiwoda
Ta barwna, marokańska postać w tradycyjnym stroju to NOSIWODA. Spotkać go można w każdym mieście, gdzie jest ruch turystyczny, na festynach, głównych placach. Łatwo zauważyć takiego mężczyznę w tradycyjnym stroju, ze skórzaną torbą, dzwoniącego dzwoneczkami, potrząsającego metalowymi kubeczkami i nawołującego głośno.
| Nosiwoda z Marrakeszu |
Turyści są ostrzegani, aby nie kupować wody od ulicznych sprzedawców, którzy często napełniają bukłaki z wodą korzystając z miejskich ujęć wody, nabierając wodę z fonatann. Widziałam jak miejscowi podchodzili do takiego pana, płacili, a on odkręcał kranik i nalewał wodę z bukłaka do blaszanego kubeczka. Po wypiciu wody, kubeczek wraca do sprzedawcy i jest za chwilę podawany następnemu spragnionemu.
Ale interes się kręci! Jeśli nosiwoda nie jest w stanie sprzedać wody ostrożnym i dbającym o swoje żołądki turystom, chętnie się z nimi fotografuje, za co oczywiście żąda pieniędzy. A zrobienie zdjęcia z marokańskim nosiwodą, to tradycja - jak zdjęcie z krakowskim Lajkonikiem :)
| Nosiwoda z Rabatu |
| Nosiwoda z Casablanki |
| Nosiwoda z Casablanki |
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Maroko pełne niespodzianek (cz. 4) Ręka Fatimy
Fatima była córką proroka
Mahometa, która jako jedyna z dzieci dożyła dorosłego wieku. Uznawana jest
przez muzułmanów za ideał matki i żony.
Wśród szyitów rozwinął się kult
Fatimy podobny do kultu Matki Boskiej. Mahomet, jak podaje Koran, tak pewnego
dnia zwrócił się do swojej córki: „Ty będziesz pierwszą wśród niewiast w Raju,
zaraz po Máryam”. Muzułmanie darzą Fatimę wielką czcią i nabożnością. Określają
ją jako wspaniałą, piękną, wspaniałomyślną oraz szlachetną. Gdy wymawiają jej
imię mówią: „Niech Allah obdarzy ją łaską i pokojem!”
Ręka Fatimy to talizman
przedstawiający prawą dłoń uważaną za dłoń honoru, której każdy palec reprezentuje członka rodziny Fatimy. Kciuk symbolizuje Mahometa, palec
wskazujący - Fatimę, środkowy - Alego, jej męża, a pozostałe dwa - jej dwóch synów:
Hasana i Husaina.
Według marokańskich wierzeń "dłoń Fatimy” to nie tylko ręka, która wyciąga dla nas szczęśliwe karty losu, ale przed wszystkim potężny amulet ochronny. Pomaga osiągnąć siłę, moc, wzmocnić wiarę, mieć szczęście do łaski bożej. Chroni przed strachem, przygnębieniem, nieszczęściem, pechem, ale również przed złym okiem i wszelkim nieszczęściem. "Złe oko" oznacza złe spojrzenie innego człowieka lub dżina, które może sprowadzić nieszczęście.sobota, 15 grudnia 2012
Maroko pełne niespodzianek (cz.3) - Święto Barana
Poznane jeszcze na lotnisku w Warszawie polsko-marokańskie małżeństwo, zapytało mnie co będę robiła w Maroku. Kiedy odpowiedziałam, zapytałam ich o to samo. Marokańczyk odpowiedział po polsku, że jedzie do rodziny na trzy tygodnie, a jego żona na jeden tydzień, ponieważ mają Święto Barana. Pojęcia nie miałam co to za święto. Później rezydentka powiedziała, że warto na lotnisku wymienić walutę, bo jutro w Maroku święto. Ok, wszystko się zgadza - niech świętują. Ja jestem na urlopie, więc też mam święto.
Kiedy następnego dnia jechaliśmy wzdłuż wybrzeża Atlantyku, droga była pusta. Minęliśmy kilka niewielkich miejscowości, gdzie tylko w jednej był otwarty sklepik, w którym zaopatrzyliśmy się w wodę i owoce na dalszą podróż. Czasami mijaliśmy ludzi idących do meczetu, z dywanikami do modlitwy pod pachą.
Po drodze dowiedziałam się się na czym polega Święto Barana, czyli Święto Ofiarowania - Aid El Kabir. Święto Ofiarowania to najważniejsze święto muzułmańskie. Ustanowione
na pamiątkę ofiary uczynionej przez Abrahama ze swego syna Izmaela
(według Biblii Izaaka), a zamienionej przez Boga na ofiarę z baranka. Na
pamiątkę tego wydarzenia wiele rodzin muzułmańskich zakupuje baranka, którego zabija się zgodnie z przepisami rytualnymi i wspólnie spożywa.
Mięso zwierzęcia dzielone jest na trzy części: pierwszą spożywa się
z rodziną, drugą otrzymują ubodzy, a trzecią - krewni.
Każda marokańska rodzina stara się zakupić baranka, placówki bankowe nawet udzielają pożyczek na ten cel. Marokańczycy trzymają barany w domach, na dachach (dachy mają płaskie), w ogródkach, gdzie kto może i podkarmiają aż do 40 dnia po zakończeniu Ramadanu. Wtedy to, w pierwszy dzień Święta Barana, po porannej modlitwie, na głównym placu miasta, głowa rodziny na znak immama sprawuje ofiarę. Kto bogatszy składa więcej niż jednego. Król Maroka zabija co roku kilkanaście baranów, za siebie, za królestwo, za poddanych, za rodzinę i za inne sprawy.
...I tak miałam okazję zobaczyć (a także poczuć zapach, swąd, smród - nie wiem jak to określić):
- powieszone na drzewach barany, rozbierane ze skóry
- ludzi niosących w torbach świeże mięso
- rzeźnika z zakrwawionym nożem
- krew baranią płynącą uliczkami
- liczne baranie skóry i wnętrzności,
- wózki na których wieziono skóry lub barany bez futra
- wielkie misy z baraniną, które kobiety niosły lub wiozły do rzeźnika, aby podzielić mięso
- uganiającego się za pannami Boujelouda (bożyluda), czyli chłopca z głową barana i baranią skórą na grzbiecie, biegnącego wieczorem za dziewczynami i obijającego im kostki u nóg parą baranich kopytek na sznurku
- wypiekane na ulicach baranie głowy... i upieczone baranie głowy w barach.
piątek, 30 listopada 2012
Maroko pełne niespodzianek (cz. 2) Koty i psy
Koty, koty, wszędzie koty... Małe, duże, rude, czarne, białe, łaciate, chore, brudne, zaropiałe... Marokańczycy bardzo szanują koty. Pozwalają im plątać się po sklepach, restauracjach, wskakiwać na stoliki, klientom na kolana, nikt ich nie przegania. Natomiast psy nie cieszą się sympatią. Są uważane za zwierzęta nieczyste, nie należy ich trzymać w domu. Nazwanie kogoś "psem" w świecie islamu stanowi jedną z największych obelg. A dlaczego tak jest?
| Kot z Agadiru |
| Koty w Essauirze |
| Kot z Marrakeszu |
Legenda mówi, że prorok Mahomet odnosił się do wszystkich zwierząt z życzliwością, jednak kiedyś został pogryziony przez wściekłe psy i ukrywał się przed nimi w jaskini. Odnalazł go jego ulubiony kot Muezza i wylizał wszystkie rany. Był przy nim dopóki rany się nie zagoiły. Inna legenda opowiada o tym, że pewnego razu Mahomet wstając na modlitwę zauważył, że Muezza zasnął na rękawie jego szaty. Prorok odciął rękaw i odprawił modły z odsłoniętym ramieniem. Kiedy Mahomet skończył modlitwę, kot wstał i pokłonił się prorokowi.
| Pies i kot z Essauiry |
| Psy na dachu sklepiku z ceramiką w Safi |
| Psy mieszkające na dachu domu w Fezie |
środa, 21 listopada 2012
Maroko pełne niespodzianek (cz. 1)
Kiedy wybierałam się na
wycieczkę objazdową "Maroko – Cesarskie miasta”, wiedziałam, że chcę
zobaczyć piękne mozaiki, spróbować słodkich pomarańczy, pójść na bazar, pospacerować
po raz pierwszy w życiu po plaży nad oceanem. Takie były moje oczekiwania.
Nie sądziłam, że standardowa, tygodniowa „objazdówka” tyle razy mnie zadziwi. I o tej wycieczce planuję napisać niejeden post, a czy mi to wyjdzie, to się okaże:)
Kiedy wylądowaliśmy w nocy
na lotnisku w Agadirze, wraz z silnym wiatrem z nad oceanu poczułam zapach ryb. Kilka mieszanych małżeństw z dziećmi leciało samolotem razem z nami, kolejne przyleciały innymi samolotami z Europy. Witały ich na lotnisku stęsknione rodziny. Wszyscy Marokańczycy byli bardzo ciepło ubrani. Rezydentka poinformowała, że jest zimno - około 20 stopni. Kiedy wyjeżdżałam na lotnisko 25.10 października, było tylko 7 stopni w ciągu dnia... więc za bardzo tym ich "zimnem" nie zmartwiłam się. Dostaliśmy też dobrą radę, że warto wymienić już tutaj, na lotnisku, jakieś 50 Euro na miejscową walutę, bo następnego dnia w
Maroku ma być święto, będą zamknięte banki i dobrze będzie mieć kilka dirhamów na przysłowiową kawę. 50
Euro… na jeden dzień? Takich wydatków mój skromny budżet nie przywidywał, ale wymieniłam.
Nocleg w hotelu, rano śniadanie.
Ja, mięsożerny człowiek, bardzo obawiałam się hotelowych, francuskich śniadań. Ale po pierwszym śniadaniu pomyślałam sobie, że nie jest aż tak źle. Były bułeczki słodkie, croissanty, naleśniki, 3 rodzaje dżemu, pomidor, oliwki, ser, jajko na twardo, masło, świeże pieczywo, kawa, herbata - dam radę! Po śniadaniu pierwszego dnia, już w autokarze, pilot uprzedził, że na całej trasie te śniadania będą skromne. Podstawa to: kawa, herbata, croissanty, pieczywo, dżem, a jako bonus: może oliwki zielone lub oliwki czarne, albo dwa rodzaje oliwek, albo pomidor, albo jajko, albo drugi rodzaj dżemu, albo trzeci rodzaj dżemu itp. Wszyscy wzięliśmy to za żart i wymieniliśmy co było na śniadanie. Na co on odpowiedział: "hmm... wygląda na to, że dali wam bonusy z całego tygodnia...". I znów w autokarze wybuchł śmiech. Następnego poranka i następnego, i jeszcze następnego... wiedzieliśmy już, że on wcale nie żartował!
Nocleg w hotelu, rano śniadanie.
Ja, mięsożerny człowiek, bardzo obawiałam się hotelowych, francuskich śniadań. Ale po pierwszym śniadaniu pomyślałam sobie, że nie jest aż tak źle. Były bułeczki słodkie, croissanty, naleśniki, 3 rodzaje dżemu, pomidor, oliwki, ser, jajko na twardo, masło, świeże pieczywo, kawa, herbata - dam radę! Po śniadaniu pierwszego dnia, już w autokarze, pilot uprzedził, że na całej trasie te śniadania będą skromne. Podstawa to: kawa, herbata, croissanty, pieczywo, dżem, a jako bonus: może oliwki zielone lub oliwki czarne, albo dwa rodzaje oliwek, albo pomidor, albo jajko, albo drugi rodzaj dżemu, albo trzeci rodzaj dżemu itp. Wszyscy wzięliśmy to za żart i wymieniliśmy co było na śniadanie. Na co on odpowiedział: "hmm... wygląda na to, że dali wam bonusy z całego tygodnia...". I znów w autokarze wybuchł śmiech. Następnego poranka i następnego, i jeszcze następnego... wiedzieliśmy już, że on wcale nie żartował!
wtorek, 20 listopada 2012
Jesień wg Beaty Pawlikowskiej
W tym roku jesień będzie inna! - tak powiedziałam zanim przyszła i tej wersji nadal się trzymam. Zwykle mówiłam, że "jesień - depresień", że jesień szara, ponura i źle ją znoszę. Postanowiłam, że w tym roku będzie inaczej. W końcu dotarła do mnie dobra rada, którą przez kilka lat próbował mi dać przyjaciel. Mówił mi, że nie trzeba walczyć, że cała natura zwalnia jesienią tempo i trzeba to zaakceptować, wyciszyć się itp. Oczywiście nie zgadzałam się z nim. Zawsze chciałam być "na pełnych obrotach" i robiłam sobie wyrzuty z lenistwa i nicnierobienia.
Aż tu któregoś dnia przeczytałam artykuł, w którym Beata Pawlikowska pisze, że jesień to taka druga wiosna. Zupełnie nie wiedziałam o co jej chodzi... dopóki nie przeczytałam, że:
"jesień to jest też czas zbierania owoców tego, co zasialiśmy w życiu na
wiosnę. I tu leży problem. Bo jeśli ktoś niczego nie zasiał, to wie, że
niczego nie zbierze. I dlatego ludzie boją się jesieni - bo uświadamia
im, że znów nie zrobili niczego nadzwyczajnego. Nie zrealizowali
żadnego z tych wielkich planów i marzeń, które towarzyszą im od lat.
Znów będą czuli do siebie żal i czekali na następna wiosnę."
Stwierdziłam, że w tym roku zapracowałam na to, żeby mieć co zbierać jesienią. Mogę spokojnie odpoczywać, bez żadnych wyrzutów - zasłużyłam na to, zapracowałam:)
W tym roku jesień jest naprawdę inna!
Subskrybuj:
Posty (Atom)