Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podlaskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podlaskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2014

Kościół w Jeleniewie cz. 2

Skoro powiedziło się "A", pora powiedzieć "B", czyli zdjęć z wnętrza kościoła w Jeleniewie ciąg dalszy.
Znajdują się tu m.in. barokowo-rokokowy, dwukondygnacyjny ołtarz główny oraz konfesjonał z rzeźbionym przedstawieniem św. Piotra. Wnętrze zdobią także XIX-wieczne obrazy autorstwa suwalskiego malarza Kazimierza Górnickiego. Większość elementów wyposażenia przeniesiono tutaj ze rozebranego kościoła w Magdalenowie nad Wigrami.





niedziela, 16 marca 2014

Kościół w Jeleniewie cz. 1

Wczoraj po raz pierwszy zobaczyłam wnętrze kościoła w miejscowości Jeleniewo na Suwalszczyźnie. 
Nie będę opisywać jego historii (to może innym razem). A może i nie ma takiej potrzeby, ponieważ dokładnie opisał ją mój kolega Daniel w poście Drewniany XIX-wieczny kościół w Jeleniewie . 
Wnętrze kościoła jest nie tak dawno odrestaurowane staraniem ks. proboszcza. Piękny ołtarz, ambona, konfesjonał, organy... ale największe wrażenie zrobiły na mnie stacje drogi krzyżowej. Nigdzie się z taką formą przedstawienia stacji nie spotkałam. Po raz pierwszy zetknęłam się ze słowem "kwadragena". 

Według encyklopedii  Gutenberga (online):
"Quadragena (łac.),  k w a d r a g e n a, surowy post czterdziestodniowy, praktykowany w pierwotnem chrześcijaństwie. Zwyczaj był taki, że ilekroć komu przypadło poddać się pokucie publicznej, zawsze do pokuty dołączano post, mianowicie musiał odbyć tyle kwadragen postu, ile lat miał pokutować. Jeśli dziś w katolicyźmie istnieje praktyka nadawania odpustu, np. siedmiu lat i siedmiu kwadragen, znaczy to tyle, że po spełnieniu warunków zyskać można taki odpust, jaki otrzymał chrześcijanin pierwotny, pokutując 7 lat i poszcząc 7 kwadragen." 
"Odpustu 7 lat i tyleż Kwadragen" oznaczało 7 razy po 40 dni, czyli odpust 280 dni. 




sobota, 11 stycznia 2014

Wycieczka - Muzeum Wojska

Przeglądając różne zdjęcia z poprzedniego roku, natrafiłam na fotki z wycieczki uczniów szkoły podstawowej do Białegostoku. 
Muzeum Wojska w Białymstoku - lekcja muzealna. Dzieci na początku nie były zachwycone... szczególnie dziewczynki. Chociaż i od chłopców można było usłyszeć "ale będzie nuda". Ale godzina spędzona w muzeum upłynęła im bardzo szybko. Na koniec lekcji każdy z uczniów miał własnego "żołnierza" wybranej przez siebie formacji. Efekty były imponujące, a dzieciaki zachwycone zwiedzaniem! 




wtorek, 11 czerwca 2013

Cmentarne historie (cz. 2) Sidra

W Sidrze byłam dziś po raz pierwszy, ale myślę, że nie ostatni. Urokliwa, pięknie położona na obszarze Wzgórz Sokólskich wieś gminna, jaką jest Sidra, ma w sobie coś takiego, że chcę jeszcze do niej wrócić. 
Dobra, na których była założona Sidra należały do Gasztołdów, Wołłowiczów, a już w 1566 roku miejscowość ta otrzymała prawa miejskie od króla Zygmunta Augusta, które utraciła w czasie represji po powstaniu styczniowym. 
Bardzo ciekawie opisuje Sidrę prof. Adam Czesław Dobroński w artykule "Pozostał błogi spokój"
Okoliczności w jakich znalazłam się dziś w Sidrze, nie pozwoliły na spacerowanie i robienie zdjęć rynku, drewnianych domów, ruin zamku czy pięknego, barokowego kościoła. Zaintrygowana jednak starym żeliwnym nagrobkiem, zrobiłam kilka zdjęć na cmentarzu. 

 "Tu spoczywają zwłoki Ś.P. Ottona Baehra b. marszałka szlachty ptu. sokólskiego. Żył lat 58 - 1865 r. Pokój duszy jego" - głosi napis. 
"Otton Baehr pochodził z rodziny hanowerskiej pieczętującej się herbem Ursus. Był właścicielem majątku Grodzisk koło Suchowoli. Jego żoną była Katarzyna z Hoffmanów. W latach 1856-1865 pełnił funkcję marszałka szlachty powiatu sokólskiego. W 1852 roku nabył majątek Makowlany od Eugeniusza Rembielińskiego (właściciela dóbr Jedwabne). Po śmierci Ottona w 1865 roku majątek ten przypadł jego córkom i synowi Ottonowi młodszemu, który zamieszkał tam po powrocie z zesłania".
(informacje ze strony http://isokolka.eu)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Dogonić własne myśli...

"Sezon przewodnicki dobiega końca. Nadchodzi jesień, po niej będzie zima... czyli te pory roku, które nie najlepiej z noszę. I sama już nie wiem czy to przez brak słońca, wiary w siebie czy przez to, że jestem wtedy mniej aktywna zawodowo... Z pewnością spotykam wtedy mniej osób, z którymi mogę porozmawiać lub choćby w przelocie wymienić się uśmiechem czy krótkim "cześć".
Ale w tym roku mam "cały worek" wspomnień, uśmiechów od życzliwych mi ludzi i kilka zdjęć, które będą mi o tym wszystkim co dobre przypominać. Zabawne sytuacje, dziwne pytania, dowcipy, śmieszne okulary  pana dyrektora, przemiłych turystów, dociekliwe dzieci... podziękowania i ciepłe słowa skierowane w moją stronę, a także takie:
"Bo my chcemy tu przyjechać za rok na dłużej, żeby tak jak pani powiedziała - dogonić własne myśli..."

...tak pisałam jesienią... ale nigdy tego posta nie opublikowałam. I co się stało? Czas zleciał niesamowicie szybko. Jesień zniosłam wyjątkowo dobrze. Zima, pomimo, że wyjątkowo długa w tym roku zupełnie nie dała mi się we znaki. Niedawno zniknął śnieg, a wczoraj... wczoraj już oprowadzałam pierwszą grupę w tym sezonie:) Panowie zrobili nam pamiątkową fotkę pt. "Siedem dziewcząt z Albatrosa". Bardzo udana wycieczka na rozpoczęcie sezonu przewodnickiego! 
I spotkań z tak miłymi ludźmi życzę zarówno Wam jak i sobie. 

Augustów, 22.04.2013

piątek, 6 lipca 2012

Św. Izydor



Z dzieciństwa zapamiętałam szczególnie jeden z obrazów w augustowskim kościele Najświętszego Serca Jezusowego. Modlący się pod krzyżem Święty nie przykuwał nigdy aż tak mocno mojej uwagi, jak postać w tle - anioł orzący pole. Niedawno w broszurze - przewodniku "450 lecie Parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Augustowie" przeczytałam opis bocznego ołtarza św. Izydora: "w głębi, z lewej strony, anioł orze parą białych wołów. Za nim jezioro, dalej - osada z kościołem o dwóch wieżach. W lewym dolnym narożu napis: B Rutkowski 1952 r.". 
Wszystko brzmiało bardzo swojsko, szczególnie ten kościół  nad jeziorem, ale kiedy sięgnęłam do książki "Patron- Atrybut - Symbol" U. Janickiej - Krzywdy, dowiedziałam się, że Święty ten pochodził z Madrytu i jest patronem rolników. 

Święty Izydor (Oracz) urodził się w 1082 roku w ubogiej rodzinie mieszkającej w Madrycie. Tuż przed mającą nadejść na Półwysep Iberyjski arabską inwazją jego rodzina przeprowadziła się do Torrelaguna, miasta na północy regionu. Tam Święty Izydor wziął ślub ze skromną wieśniaczką, która stanie się Świętą Marią de la Cabeza. Dziesięć lat później wrócił na swoje rodowite ziemie, gdzie pracował jako służący szlachcica, Juana Vargasa. 

Święty Izydor wiedział jak połączyć pracę i modlitwę. Jego wielkość i świętość pochodzi z jego umiejętności połączenia modlitwy, dobroczynności i uczciwej pracy. Wstawał o świcie by poświęcić chwilę na modlitwę. Nigdy nie rozpoczynał dnia pracy bez uprzedniego uczestnictwa w porannej Mszy Świętej. Dlatego jego koledzy donieśli jego zwierzchnikowi, że ignoruje on i opuszcza pracę. Pracodawca zorientował się, że oskarżyciele mieli rację. Ale odkrył też, że w czasie godziny, w której brakowało Świętego pracę wykonywał za niego anioł.
Święty Izydor Oracz wyróżniał się również tym, że pomagał potrzebującym. Swoją niewielką pensję, jaką otrzymywał od szlachcica dzielił na trzy części i rozdawał. Jedną przeznaczał na świątynię, drugą dla biednych i trzecią dla rodziny (siebie, swojej żony i syna). 
Cudów Świętego Izydora było ponad czterysta. Jeden z nich dokonał się, gdy pewnego razu udało mu się przy pomocy łopaty sprawić by z kamienia wytrysnął strumień wody, dzięki któremu mógł napoić spragnionego. Jednak najbardziej znany cud zdarzył się gdy syn Izydora wpadł do studni. Poziom wody zaczął się wówczas nagle i w niewyjaśniony sposób podnosić, aż woda przelała się przez brzegi studni wynosząc jego syna całego i zdrowego na powierzchnię. Te i inne cuda sprawiły, że gdy umarł mając 90 lat ludzie uznali go za świętego. W 1622 roku został kanonizowany wraz ze św. Teresą i św. Franciszkiem Ksawerym oraz innymi świętymi.Dzień św. Izydora obchodzi się 15 maja.

czwartek, 15 grudnia 2011

Dobre słowo i Jagłowo

Zaraziła mnie paczką, Szlachetną Paczką - AgaPola .
Zaproponowała, a ja się zgodziłam, no i zaraziłam się. Ale jakaż to pozytywna zaraza! Dziękuję. Mało tego, zarażałam też innych, równie skutecznie. Byłam i wolontariuszem i niespodziewanie zostałam darczyńcą. Finał był w miniony weekend, a ja nadal nie mogę przestać o tej akcji myśleć. Efekt jest m.in. taki, że po raz pierwszy od wielu lat nie narzekam, że idą święta, że nie lubię, że się nie chce... Cieszę się, że inni się uśmiechają, że wzruszają się z radości, że dzwonią pochwalić się co jeszcze dobrego ich spotkało. 
Okazało się, że jedna potrzebująca rodzina, którą się opiekowałam w ramach projektu SZP, pochodzi ze wsi, którą uważam za "ulubioną, magiczną, zaczarowaną" - Jagłowo. Tym bardziej mi miło, że mogłam ich poznać.

Jagłowo. fot. Daniel Paczkowski

Jagłowo. fot. Daniel Paczkowski
Dziś dostałam prezent od rodziny, której przygotowywałam paczkę. Jest to dla mnie szczególny upominek - obrazek od M., która cierpi na porażenie mózgowe i autyzm. Jej wymarzonym prezentem były nici do haftowania...


Otrzymałam też wiele ciepłych słów w mailu od pani, która przygotowywała paczkę dla rodziny i kontaktowała w tej sprawie ze mną, wolontariuszem. Czytałam te wszystkie dobre słowa i zastanawiałam się czy to aby do mnie? Bo niby co ja takiego zrobiłam? Zadzwoniłam, porozmawiałam - nic szczególnego, rozmawiać przecież lubię.
Na koniec dnia, kiedy to wypełniałam ostatnią ankietę zwrotną na stronie Szlachetnej Paczki, przyszła wiadomość od audytora. Otwierałam niepewnie domyślając się, że to jakieś sugestie poprawek, a tu słowa:   "Świetna Ankieta Zwrotna :))". 
I pomyśleć, że na samym początku, kiedy przyłączyłam się do akcji Szlachetna Paczka, ktoś ze znajomych mi osób powiedział: "żeby pomagać innym - sama musisz być silna. Nabierz dystansu, bo widzę, że zbyt emocjonalnie podchodzisz do sprawy i niedługo my tobie będziemy musieli organizować pomoc". Dziękuję za te słowa. Emocji przeróżnych było i jest we mnie wiele - pewnie dlatego wszystko się udało:))  
Udało się przede wszystkim dzięki moim przyjaciołom i znajomym, którzy włączyli się do akcji - dziękuję Wam!

I tu pozwolę sobie zamieścić przeczytaną dziś fraszkę p. Józefa Matyskieły:


W kupie siła
Siła jest tylko w kupie.
Samotni pozostają w ... (tyle).