Pierwszy w tym roku tak długi, kilkukilometrowy spacer augustowskimi bulwarami nad rz. Nettą i jez. Necko. Tydzień temu, jeszcze w marcu - padalec wygrzewał się w słońcu, kajakarze ginęli we mgle, łabędzie odpływały w szuwary, zachodzące słońce przeglądało się w tafli wody...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Augustów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Augustów. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 kwietnia 2014
środa, 1 stycznia 2014
Andrzej Turski w Augustowie
Na koniec minionego roku smutna wiadomość o śmierci Andrzeja Turskiego... Dziś przeczytałam w Nesweeku niezwykle wzruszający wywiad z panem Turskim Andrzej-turski-ostatni-raz-dla--newsweeka . "Wykopałam" zdjęcia, które zrobiłam w 2008 roku podczas zawodów wędkarskich w Augustowie. Pracowałam wtedy w hotelu, przy którym odbywały się zawody na jeziorze Białym, w miejscu gdzie mieszkali uczestnicy zawodów.
Pana Andrzeja wspominam jako bardzo życzliwego człowieka, o ciepłym usposobieniu. Niezwykle empatyczny, taki "normalny". Kiedy sam zaczynał rozmowę, miałam wrażenie, że znam go od lat i to nie tylko z ekranu telewizora.
A tu artykuł o wspomnianych wcześniej zawodach, na których miałam okazję poznać pana Turskiego: http://www.ww.media.pl/?page=Structure&id=49&nid=18
wtorek, 23 kwietnia 2013
Dogonić własne myśli...
"Sezon przewodnicki dobiega końca. Nadchodzi jesień, po niej będzie zima... czyli te pory roku, które nie najlepiej z noszę. I sama już nie wiem czy to przez brak słońca, wiary w siebie czy przez to, że jestem wtedy mniej aktywna zawodowo... Z pewnością spotykam wtedy mniej osób, z którymi mogę porozmawiać lub choćby w przelocie wymienić się uśmiechem czy krótkim "cześć".
Ale w tym roku mam "cały worek" wspomnień, uśmiechów od życzliwych mi ludzi i kilka zdjęć, które będą mi o tym wszystkim co dobre przypominać. Zabawne sytuacje, dziwne pytania, dowcipy, śmieszne okulary pana dyrektora, przemiłych turystów, dociekliwe dzieci... podziękowania i ciepłe słowa skierowane w moją stronę, a także takie:
"Bo my chcemy tu przyjechać za rok na dłużej, żeby tak jak pani powiedziała - dogonić własne myśli..."
...tak pisałam jesienią... ale nigdy tego posta nie opublikowałam. I co się stało? Czas zleciał niesamowicie szybko. Jesień zniosłam wyjątkowo dobrze. Zima, pomimo, że wyjątkowo długa w tym roku zupełnie nie dała mi się we znaki. Niedawno zniknął śnieg, a wczoraj... wczoraj już oprowadzałam pierwszą grupę w tym sezonie:) Panowie zrobili nam pamiątkową fotkę pt. "Siedem dziewcząt z Albatrosa". Bardzo udana wycieczka na rozpoczęcie sezonu przewodnickiego!
I spotkań z tak miłymi ludźmi życzę zarówno Wam jak i sobie.
| Augustów, 22.04.2013 |
wtorek, 9 kwietnia 2013
Wiosna idzie... powoli
Początek kwietnia, a tu śniegu tyle, że i grudzień by pozazdrościł. Ale już widać bociany, słychać żurawie. Czuję, że niedługo wiosna po prostu "wybuchnie" i wszystko sie zmieni, nabierze kolorów i zapachów.
We wszystkim da się dostrzec coś pozytywnego.
Tak więc żegnając zimę, prezentuję zdjęcia augustowskiej fontanny, która tutaj jeszcze w "zimowym" wydaniu. Ale już niedługo będzie ochładzać nas w letnie popołudnia.
poniedziałek, 11 lutego 2013
Cmentarne historie (cz.1) Augustów - Mikołaj Szczęsnowicz
Odkąd pamiętam lubiłam chodzić z rodzicami na cmentarz.
Odczytywałam wtedy nazwiska i wiek zmarłych, a szczególnie jako dziecko
cieszyłam się, gdy widziałam fotografię nagrobkową. Niestety nic już nie jest
takie jak dawniej. Ludzie wymieniają pomniki na nowe wzory i kolory, podążając
za jakąś niezrozumiałą dla mnie cmentarną modą. Likwidowane są stare groby, którymi już nie ma kto się opiekować...
Cmentarz, pomimo, że jest stary, z upływem lat zmienia swój wygląd.
Kiedy około 5 lat temu zaczęłam fotografować przedwojenne
nagrobki na augustowskim cmentarzu i umieszczać je na www.bagnowka.com, nie sądziłam, że dzięki moim zdjęciom ktoś odnajdzie miejsce pochówku swoich
przodków czy uzupełni dane w swoim drzewie genealogicznym.
Jednym z nietypowych
na augustowskim cmentarzu i interesujących nagrobków, jaki sfotografowałam, był
nagrobek Mikołaja Szczęsnowicza.

"MIKOŁAJ SZCZĘSNOWICZ
MAJOR WOJSK ROSSYISKICH
URODZIŁ SIĘ D. 8 GRUDNIA 1808 R.
UMARŁ D. 21 WRZEŚNIA 1878 R.
ŻONA Z DZIEĆMI POŚWIĘCAJĄC
W PAMIĘĆ OJCU PROSZĄ
PRZECHODNIÓW O WESTCHNIENIE
DO
BOGA"
Jakiś czas temu napisał do mnie pan, który jest potomkiem Mikołaja
Szczęsnowicza. Nigdy wcześniej nie widział grobu swego przodka, odnalazł go na
stronie www.bagnowka.com. Z naszej korespondencji dowiedziałam się, że
życie osoby pochowanej w tym miejscu nie było łatwe. Mikołaj Szczęsnowicz
został zesłany z Wołynia do Archangielska po udziale w Powstaniu Listopadowym.
Udział w powstaniu rozbił rodzinę Szczęsnowiczów - Mikołaj został zesłany, inni
musieli wyjechać z rodzinnych stron, w większości przenieśli się w okolice
Augustowa. Jego syn - Edward Szczęsnowicz - był niezwykle zasłużonym wojskowym w służbie cara. Był twórcą między innymi
carskich wojsk podwodnych.
Ciekawy artykuł o Edwardzie Szczęsnowiczu, można przeczytać tutaj: http://www.konflikty.pl/
Informacje, które odnalazłam w internecie, mówią, że Edward
Szczęsnowicz był synem polskiego szlachcica, podoficera armii Królestwa Polskiego Mikołaja
Szczęsnowicza i starszej córki porucznika Niedziałkowskiego.
Ojciec Edwarda w wieku 18 lat zgłosił się do służby w wojsku
polskim, do którego został przyjęty we wrześniu 1830 roku, już jako podoficer
wziął udział w postaniu listopadowym. Po klęsce zesłany w 1833 roku do
Archangielska, gdzie pracował jako rzemieślnik 4. klasy 8. roboczego ekipażu
resortu morskiego. Spędził tam wraz z rodziną prawie 30 lat, katolik. W 1862 roku został przeniesiony do bazy morskiej Kronsztad koło Sankt Petersburga.
(Zob. Polski
Słownik Biograficzny, pod red. I. Homoli-Skąpskiej, (hasło: Szczęsnowicz
Edward), Warszawa–Kraków 2011, T. 47., s. 422.; E. Szczęsnowicz, Pławanije)
W odszukanym przeze mnie akcie
zgonu Mikołaja Szczęsnowicza widnieje zapis, iż był on synem Wojciecha i Rozalii
z Chełmińskich. Być może, a wręcz jest to prawdopodobne, że Rozalia Chełmińska znajdzie swoje
miejsce w moim drzewie genealogicznym. Czas pokaże jakich mam przodków...
piątek, 6 lipca 2012
Św. Izydor
Z dzieciństwa zapamiętałam szczególnie jeden z obrazów w augustowskim kościele Najświętszego Serca Jezusowego. Modlący się pod krzyżem Święty nie przykuwał nigdy aż tak mocno mojej uwagi, jak postać w tle - anioł orzący pole. Niedawno w broszurze - przewodniku "450 lecie Parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Augustowie" przeczytałam opis bocznego ołtarza św. Izydora: "w głębi, z lewej strony, anioł orze parą białych wołów. Za nim jezioro, dalej - osada z kościołem o dwóch wieżach. W lewym dolnym narożu napis: B Rutkowski 1952 r.".
Wszystko brzmiało bardzo swojsko, szczególnie ten kościół nad jeziorem, ale kiedy sięgnęłam do książki "Patron- Atrybut - Symbol" U. Janickiej - Krzywdy, dowiedziałam się, że Święty ten pochodził z Madrytu i jest patronem rolników.
Święty Izydor (Oracz) urodził się w 1082 roku w ubogiej rodzinie mieszkającej w Madrycie. Tuż przed mającą nadejść na Półwysep Iberyjski arabską inwazją jego rodzina przeprowadziła się do Torrelaguna, miasta na północy regionu. Tam Święty Izydor wziął ślub ze skromną wieśniaczką, która stanie się Świętą Marią de la Cabeza. Dziesięć lat później wrócił na swoje rodowite ziemie, gdzie pracował jako służący szlachcica, Juana Vargasa. Święty Izydor wiedział jak połączyć pracę i modlitwę. Jego wielkość i świętość pochodzi z jego umiejętności połączenia modlitwy, dobroczynności i uczciwej pracy. Wstawał o świcie by poświęcić chwilę na modlitwę. Nigdy nie rozpoczynał dnia pracy bez uprzedniego uczestnictwa w porannej Mszy Świętej. Dlatego jego koledzy donieśli jego zwierzchnikowi, że ignoruje on i opuszcza pracę. Pracodawca zorientował się, że oskarżyciele mieli rację. Ale odkrył też, że w czasie godziny, w której brakowało Świętego pracę wykonywał za niego anioł.
Święty Izydor Oracz wyróżniał się również tym, że pomagał potrzebującym. Swoją niewielką pensję, jaką otrzymywał od szlachcica dzielił na trzy części i rozdawał. Jedną przeznaczał na świątynię, drugą dla biednych i trzecią dla rodziny (siebie, swojej żony i syna).
Cudów Świętego Izydora było ponad czterysta. Jeden z nich dokonał się, gdy pewnego razu udało mu się przy pomocy łopaty sprawić by z kamienia wytrysnął strumień wody, dzięki któremu mógł napoić spragnionego. Jednak najbardziej znany cud zdarzył się gdy syn Izydora wpadł do studni. Poziom wody zaczął się wówczas nagle i w niewyjaśniony sposób podnosić, aż woda przelała się przez brzegi studni wynosząc jego syna całego i zdrowego na powierzchnię. Te i inne cuda sprawiły, że gdy umarł mając 90 lat ludzie uznali go za świętego. W 1622 roku został kanonizowany wraz ze św. Teresą i św. Franciszkiem Ksawerym oraz innymi świętymi.Dzień św. Izydora obchodzi się 15 maja.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





