Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Jesień wg Beaty Pawlikowskiej

W tym roku jesień będzie inna! - tak powiedziałam zanim przyszła i tej wersji nadal się trzymam. Zwykle mówiłam, że "jesień - depresień", że jesień szara, ponura i źle ją znoszę. Postanowiłam, że w tym roku będzie inaczej. W końcu dotarła do mnie dobra rada, którą przez kilka lat próbował mi dać przyjaciel. Mówił mi, że nie trzeba walczyć, że cała natura zwalnia jesienią tempo i trzeba to zaakceptować, wyciszyć się itp. Oczywiście nie zgadzałam się z nim. Zawsze chciałam być "na pełnych obrotach" i robiłam sobie wyrzuty z lenistwa i nicnierobienia.
Aż tu któregoś dnia przeczytałam artykuł, w którym Beata Pawlikowska pisze, że jesień to taka druga wiosna. Zupełnie nie wiedziałam o co jej chodzi... dopóki nie przeczytałam, że:
"jesień to jest też czas zbierania owoców tego, co zasialiśmy w życiu na wiosnę. I tu leży problem. Bo jeśli ktoś niczego nie zasiał, to wie, że niczego nie zbierze. I dlatego ludzie boją się jesieni - bo uświadamia im, że znów nie zrobili niczego nadzwyczajnego. Nie zrealizowali żadnego z tych wielkich planów i marzeń, które towarzyszą im od lat. Znów będą czuli do siebie żal i czekali na następna wiosnę."


Stwierdziłam, że w tym roku zapracowałam na to, żeby mieć co zbierać jesienią. Mogę spokojnie odpoczywać, bez żadnych wyrzutów - zasłużyłam na to, zapracowałam:)
W tym roku jesień jest naprawdę inna! 

czwartek, 13 września 2012

Wielki Mały Człowiek

Pamiętam kiedy przyszedł do biura, w którym pracuję i zapytał o możliwość zrobienia wizy do Rosji, o ubezpieczenie, cenę biletów lotniczych... Człowiek, który miał marzenie, aby obiec dookoła cały świat!!! Skromny, z niesamowitym poczuciem humoru, lekkością opowiadania, bardzo "prawdziwy". Gdyby jutro znów przyszedł i powiedział, że planuje polecieć na księżyc, słuchałabym go z takim samym zainteresowaniem, dopingując, trzymając kciuki, żeby mu się udało. Niejedna osoba drwiła, szydziła, mówiąc: "wziąłby się lepiej do roboty", " za nasze pieniądze wczasy sobie urządza", "co on sobie wyobraża? niech wraca do domu" itp. 
Sama nie raz myślałam o tym, czy da radę, czy jego organizm wytrzyma, czy nie zrezygnuje. Okazało się, że pomimo drobnej postury, to Wielki Człowiek! Niezwykle wytrzymały fizycznie, odporny psychicznie i bardzo mądry. Jego Bieg Dla Pokoju trwał cały rok. 365 dni z dala od bliskich, sam na sam ze sobą, z Bogiem i z naturą. Napotykał na swej drodze przeróżnych ludzi: szczerych, życzliwych, nieufnych, bogatych, bardzo biednych... 
Kiedy na zorganizowane przez Augustowskie Placówki Kultury spotkanie z Piotrem przyszło zaledwie kilkanaście osób, było mi przykro, że jego wysiłek jest tak niedoceniony przez miejscowych. Oglądałam pokaz slajdów z tej wyprawy w wielkim skupieniu, a po niemal dwóch godzinach opowieści, trudno mi było pogodzić się z tym, że to już koniec spotkania. Jest to człowiek, którego mogłabym słuchać i słuchać. Prawdy życiowe, które z łatwością wplata do opowiadanej historii a także wnioski, które wyciąga, nie podlegają żadnej dyskusji. 
Kiedy na koniec opowiedziałam mu anegdotę z nim związaną, a także to, że opowiadam o jego Biegu Dla Pokoju prowadząc jako przewodnik turystyczny wycieczki po Suwalszczyźnie, był bardzo miło zaskoczony i ogromnie zdziwiony. Zapytał mnie z niedowierzaniem: "To ludzie o mnie mówią? Naprawdę?".  
Jego bieg nie pozostał bez echa. Piotr został laureatem Kolosa 2011 w kategorii "Wyczyn Roku", zdobył serce publiczności i dziennikarzy. A dziś, kiedy przeczytałam, że w sobotę, w zaprzyjaźnionej księgarni odbędzie się spotkanie z Piotrem Kuryło, autorem książki "Ostatni Maraton", pobiegłam po pracy ją kupić. Pierwszy raz w życiu czytałam z takim zainteresowaniem i niecierpliwością co będzie dalej, pomimo, że kilka z tych historii już znałam. Czytając uśmiechałam się, bałam, rozmyślałam i wzruszałam - szczególnie na koniec, kiedy Piotr pisał o swoich najbliższych. 
Książkę poleca wydawnictwo, księgarnie, różne organizacje. Mi nie trzeba było jej polecać. Odkąd w listopadzie 2011 r. usłyszałam z ust Piotra, że zamierza napisać książkę, nie mogłam się jej doczekać.  
Jestem z niego dumna i cieszę się, że go znam. Pozwolę sobie zacytować fragment jego książki (str. 163): 
"Nic nie dzieje się przypadkiem, pewnie mieliśmy się poznać [...]. Długa droga nauczyła mnie tego, że losy  różnych osób często się splatają. Dobrzy ludzie zwykle pojawiają się tam, gdzie czekają na nich potrzebujący". 

piątek, 7 września 2012

Żółte karteczki Beaty Pawlikowskiej (1)


Od jakiegoś czasu każdy dzień pracy rozpoczynałam od przeczytania "żółtej karteczki" napisanej przez Beatę Pawlikowską. Karteczka na dobry początek dnia, niemal za każdym razem "trafiona", jakby specjalnie dla mnie. Aż tu kilka dni temu Beata wyjechała w podróż! I strasznie pusto się zrobiło bez jej karteczek, rysuneczków i prostych, ale jakże mądrych słów.
Dlatego też, dzisiaj wracam do czytania tych wcześniejszych zapisków, bo przecież i tak są aktualne i za każdym razem można je "odczytywać" na nowo, pod kątem obecnej sytuacji, zdarzeń, każdego dnia... Na dobry początek, na dobry koniec, na każda chwilę - TU I TERAZ!

poniedziałek, 6 lutego 2012

Dwaj mnisi

Już dawno miały być kolejne cytaty z książki pt. "Prezent", ale to książka z gatunku tych, które "dostają nóg", krążą i nie wiadomo kiedy do mnie wrócą. Ale to dobrze - tak rola tej książki. Nawet autor sugeruje, że jeśli znajdziesz w niej coś dobrego dla siebie - podziel się z innym, przekaż dalej. 
Kupiłam kolejną, którą obecnie czytam i zanim przekażę ją w inne ręce, zacytuję przypowieść, która daje do myślenia:

"Dwaj mnisi wędrowali przez las i natknęli się na piękną kurtyzanę stojącą na brzegu wezbranego strumienia. Ponieważ złożyli śluby czystości, młodszy mnich zignorował kobietę i szybko przeszedł przez strumień.
Zdając sobie sprawę, że piękna kobieta nie zdoła samodzielnie przejść przez strumień, starszy mnich wziął ją w ramiona i przeniósł przez strumień. Gdy dotarli na drugi brzeg, delikatnie postawił ją na ziemi. Kobieta uśmiechnęła się w podziękowaniu, a mnisi ruszyli w dalszą drogę.
Młody mnich aż się gotował, wciąż na nowo wspominając całe wydarzenie.
„Jak on mógł? – ze złością pytał sam siebie. – Czy nasze śluby czystości nic dla niego nie znaczą?” Im więcej młody mnich myślał o tym, co zobaczył, tym bardziej rosła w nim złość i bulwersowała go dyskusja, którą sam ze sobą prowadził: „Gdybym ja zrobił coś takiego, zostałbym wyrzucony z zakonu. Obrzydliwe. Może nie jestem mnichem tak długo jak on, ale umiem odróżnić dobro od zła”.
Spojrzał na starego mnicha, żeby sprawdzić, czy ten przynajmniej czuje skruchę z powodu swojego postępku, ale ten wydawał się równie pogodny i spokojny jak zawsze.
Młody mnich nie mógł dłużej wytrzymać milczenia:
– Jak mogłeś to zrobić? – spytał napastliwie. — Jak mogłeś w ogóle spojrzeć na tę kobietę, a co dopiero podnieść ją i trzymać? Czy nie pamiętasz o swoim ślubie czystości?
Starszy mnich spojrzał na niego zaskoczony, a potem uśmiechnął się z wielką łagodnością w oczach:
– Ja już jej nie niosę, bracie. A Ty?"

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Prezent

Listonosz doręczył mi dziś przesyłkę - książkę, którą zamówiłam, aby mieć co czytać podczas podróży. Postanowiłam jej nie czytać aż do dnia wyjazdu, ale nie wytrzymałam. Rozpakowałam przesyłkę i musiałam przynajmniej "przelecieć" klika stron. Książka nosi tytuł "Prezent" aut. Spencer Johnson i chcę się tym prezentem troszkę podzielić:
"Nawet w najtrudniejszych sytuacjach, 
gdy skupisz się na tym, co jest dobre w danej chwili, 
poczujesz się bardziej szczęśliwy, pełen energii oraz pewny siebie
i uporasz się z tym, co dzisiaj jest niedobre. "

Dziś tylko jeden fragment, bo zaraz schowam tą książkę i zgodnie z planem przeczytam ją dopiero za klika dni - mam zamiar wytrzymać w tym postanowieniu. A ten cytat był mi dziś bardzo potrzebny.

czwartek, 15 grudnia 2011

Dobre słowo i Jagłowo

Zaraziła mnie paczką, Szlachetną Paczką - AgaPola .
Zaproponowała, a ja się zgodziłam, no i zaraziłam się. Ale jakaż to pozytywna zaraza! Dziękuję. Mało tego, zarażałam też innych, równie skutecznie. Byłam i wolontariuszem i niespodziewanie zostałam darczyńcą. Finał był w miniony weekend, a ja nadal nie mogę przestać o tej akcji myśleć. Efekt jest m.in. taki, że po raz pierwszy od wielu lat nie narzekam, że idą święta, że nie lubię, że się nie chce... Cieszę się, że inni się uśmiechają, że wzruszają się z radości, że dzwonią pochwalić się co jeszcze dobrego ich spotkało. 
Okazało się, że jedna potrzebująca rodzina, którą się opiekowałam w ramach projektu SZP, pochodzi ze wsi, którą uważam za "ulubioną, magiczną, zaczarowaną" - Jagłowo. Tym bardziej mi miło, że mogłam ich poznać.

Jagłowo. fot. Daniel Paczkowski

Jagłowo. fot. Daniel Paczkowski
Dziś dostałam prezent od rodziny, której przygotowywałam paczkę. Jest to dla mnie szczególny upominek - obrazek od M., która cierpi na porażenie mózgowe i autyzm. Jej wymarzonym prezentem były nici do haftowania...


Otrzymałam też wiele ciepłych słów w mailu od pani, która przygotowywała paczkę dla rodziny i kontaktowała w tej sprawie ze mną, wolontariuszem. Czytałam te wszystkie dobre słowa i zastanawiałam się czy to aby do mnie? Bo niby co ja takiego zrobiłam? Zadzwoniłam, porozmawiałam - nic szczególnego, rozmawiać przecież lubię.
Na koniec dnia, kiedy to wypełniałam ostatnią ankietę zwrotną na stronie Szlachetnej Paczki, przyszła wiadomość od audytora. Otwierałam niepewnie domyślając się, że to jakieś sugestie poprawek, a tu słowa:   "Świetna Ankieta Zwrotna :))". 
I pomyśleć, że na samym początku, kiedy przyłączyłam się do akcji Szlachetna Paczka, ktoś ze znajomych mi osób powiedział: "żeby pomagać innym - sama musisz być silna. Nabierz dystansu, bo widzę, że zbyt emocjonalnie podchodzisz do sprawy i niedługo my tobie będziemy musieli organizować pomoc". Dziękuję za te słowa. Emocji przeróżnych było i jest we mnie wiele - pewnie dlatego wszystko się udało:))  
Udało się przede wszystkim dzięki moim przyjaciołom i znajomym, którzy włączyli się do akcji - dziękuję Wam!

I tu pozwolę sobie zamieścić przeczytaną dziś fraszkę p. Józefa Matyskieły:


W kupie siła
Siła jest tylko w kupie.
Samotni pozostają w ... (tyle).